Z głębokim żalem zawiadamiamy, że zmarł nasz długoletni Kolega śp.Konrad Borowski. Pogrzeb odbędzie się w sobotę 26 sierpnia 2017r. o godz.11.00 w kościele pod wezwaniem św.Małgorzaty w Bielsku-Białej , dzielnicy Kamienica ul.Karpacka. Odprowadzenie zwłok odbędzie się na cmentarzu komunalnym.
Trzeci Rajd Ondraszka za nami. Po raz drugi odwiedziliśmy wschodnią stronę Polski: od Bieszczad, przez Roztocze, aż po tereny zabużańskie. Atrakcji znowu było mnóstwo- statkiem po Solinie, Bugu, kajakiem po Wieprzu, rowerami po okolicach. Autokarem pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę do Lwowa, również Podlasie zwiedziliśmy wygodnym autobusem. W rajdzie wzięło udział łącznie 18 załóg, cała trasa wyniosła ok.1600 km. Pogoda i humory jak zwykle dopisały. A tak wyglądała nasza trasa :
I baza – Camping Jawor w Solinie Jawor :14-16.06.2019r. https://www.campingsolina.pl
III Rajd Ondraszka rozpoczął się w upalny piątek 14 czerwca na pięknym campingu „Jawor”, tarasowo położonym nad Soliną. Nad bieszczadzkie morze zjechało się 17 załóg.
Camping Jawor
Widok na Solinę
Handel jak wszędzie
Pierwsza narada
Solina wieczorem
Beata i Krzysiek na tamie
Sobotnią atrakcją był dwugodzinny rejs stateczkiem po Solinie. Za sterami spróbował swoich sił Sławek. Kapitan jednostki bardzo się starał zainteresować lokalną historią np. drzewem wisielca czy domkiem -szałasem Juliusza, Króla Bieszczadzkich Włóczęgów. Rejs zakończył się wspólną kąpielą części wycieczkowiczów w solińskim jeziorze.
Statkiem po Solinie
Kapitan w akcji
Ondraszki słuchają …
W większości dziki brzeg
Sławek przy sterach
Królestwo Julisza
Drzewo wisielca
Zbyszek
Ewa
Ewa i Mirek
Ula i Jacek
Iwona i Sławek
Ula i Krzysiek
Danusia i Wiesiek
Dla ochłody
II baza- Ośrodek Turystyczny Echo w Zwierzyńcu: 16-20.06.2019r. https://www.echozwierzyniec.pl
Zwierzyniec, ta historyczna miejscowość letniskowa na skraju Roztoczańskiego Parku Narodowego, była naszą bazą wypadową na wycieczkę autokarową do Lwowa, spływ kajakowy po Wieprzu, wycieczki rowerowe. Tutaj byliśmy już w pełnym, 18 załogowym składzie.
Wjazd z parkingu Biedronki :)
Kośćiółek na wodzie
W czasie pobytu był czas na wycieczki rowerowe, biesiady, karaoke i tańce.
Spływ kajakiem po dzikiej rzece Wieprz tym razem był bardzo bezpieczny, głównie z uwagi na niski stan wody i… brak innych kajakarzy. Jedynie przepłynięcie pod mostkiem wymagało trochę gimnastyki. Nestorzy rajdu (Zenio i Wiesiek) również pokonali bez problemu całą trasę. Kręta rzeka, cisza i dzikie ptactwo dało nam wiele przyjemności.
Busy przywiozły nas na start
Krysia i Józek
Terenia i Bogdan
Iwona i Sławek
Nalewka smakowała
Zenio i Wiesiek
Cała ekipa kajakarzy
Danusia i Wiesiek
Ostatni etap-staw Echo
Wszyscy szcęśliwie dopłynęli
Wycieczka do Lwowa z BT Quand-18.06. 2019r.
Na wycieczkę na Ukrainę wybrało się 22 Ondraszków. Pojechaliśmy autokarem z dwoma kierowcami, pilotem p. Pawłem z Polski, po Lwowie oprowadzał p. Kazimierz. Granicę przekraczaliśmy w Dołhobyczu (nowe przejście graniczne z UA) – była to dłuższa trasa ze Zwierzyńca, ale za to bez kolejek na granicy. Niektórym przypomniał się już dawno nie widziany obraz ogrodzonych granic i granicznej władzy.
Dodatkową atrakcją zaproponowaną przez p. Pawła było krótkie zwiedzenie rzadko odwiedzanego miasteczka Żółkiew (siedziba hetmana Żółkiewskiego i ulubione locum króla Jana Sobieskiego), leżącego na naszej trasie.
Żółkiew-ratusz
Pozostałość po pomniku króla Jana III Sobieskiego
Kolegiata św.Wawrzyńca
Zwiedzanie Lwowa rozpoczęliśmy od Cmentarza Łyczakowskiego i Orląt Lwowskich.
Cmentarz Łyczakowski
Znicz dla autorki Roty
Przy grobie sławnego matematyka
Ondraszki na Cmentarzu Orląt Lwowskich
Za dusze poległej młodzieży
Wiek poległych robił wrażenie
Jazda autokarem po Lwowie wymagała umiejętności i opanowania, często mijało się na „na grubość lakieru”!
Pozostawiony tramwaj chyba tylko nas zdziwił
Jazda bez trzymanki :)
Wspólny obiad zjedliśmy w restauracji Kupol, w otoczeniu wielu pamiątek przedwojennego Lwowa.
Historia przed obiadem
Pamiątki jak obrazy
Klimatyczny nastrój w Kupol
Po obiedzie przeszliśmy do centrum miasta, aby choć trochę wczuć się w lwowski klimat.
Lwowskie zaułki
Zapełnione kawiarniane ogródki
Na ulicach mnóstwo grajków
Kopalnia kawy
Fabryka czekolady
Teatr piwa
Wycieczka do Lwowa, pomimo wielu obaw o czas stania na granicy, była bardzo udana. Głownie była to zasługa pilota p. Pawła, który posiadał ogromną wiedzą historyczną, z którą chętnie się dzielił, dowcip, którym umilał nam czas, a przy tym był bardzo opiekuńczy i pomocny dla całej grupy.
III baza Ośrodek Wczasowy Wólka Nadbużna k/Siemiatycz: 20-23.06.2019r.
https://www.pod-sosna.com
Ostatnią bazą był ośrodek nad samym Bugiem na pięknej, trawiastej łące. W rzece nie można się kąpać, ale mieliśmy do dyspozycji duży basen.
OW Pod Sosną
Zajęliśmy tzw”patelnię”
Basen chwilowo bez ratownika
W piątek autokarem pojechaliśmy na wycieczkę objazdową pięknego Podlasia. Zobaczyliśmy pozytywnie zakręconego właściciela kamiennego zamku, Mielnik, Grabarkę, stadninę koni w Janowie Podlaskim.
Autokarem po Podlasiu
37 Ondraszków w drodze
Bogusia i Marek super duet pilotów
Kasztel-ik pozytywnie zakręconego właściciela
Kamienne schody-to dzieło sztuki
Mielnik cerkiew
Mielnik-kopalnia kredy
Grabarka
Grabarka
Selfi z koniem w Janowie Podlaskim
Obiad zjedliśmy w Serpelicach w uroczej restauracji i stamtąd popłynęliśmy statkiem po Bugu.
Serpelice restauracja „Urocza”
Wspólny obiad
Widok na Bug
Restauracja tonęła w kwiatach
Statkiem po Bugu
Dwie jednostki dla nas
Bug dzika rzeka
Jak zwykle wesoło
Było jak w filmie…
Sobota była ostatnim, całym dniem rajdu. Na zakończenie wspólnie zrobiliśmy pyszne duszonki.
Gulasz Jóżka jako przystawka
Wspólnie kroimy, szatkujemy
Panowie najlepiej obierają
Norka łakomie obserwowała
Nie wszyscy się angażowali
Czekamy aż się „uduszą”
Słoninka z bagietką serwowana przez Maćka należała do przeboju kulinarnego tego rajdu. Kiszona kapusta jako dodatek duszonek, też cieszyła się uznaniem.
Przysmak Maćka
Domowa kapusta
Każda duszonka była inna
Wieczorne zabawy poprowadziła nasza KO Iwona.
Zabawa na całego
Konkurs literacki
Łamigłowki
W rajdzie wzięły udział nasze pupile nestorka Norka, dorośli Rico i Azar oraz najmłodsi Ori i Yo-gi-oh
Nora
Azar
Rico
Yo-gi-oh
Ori
W niedzielę do południa wszystkie załogi opuściły nadbużański teren.
W tym roku otwarcie sezonu carawaningowego klubu „Ondraszek” odbyło się w Wiśle na campingu „Jonidło” , przy udziale 26 załóg (w tym nasze grono poszerzyło się o 2 nowe załogi). Wiślański camping zyskał na swoim terenie nową restaurację, w której wspólną kolacją rozpoczęliśmy biesiadowanie przy rytmach muzyki, którą jak prawie zawsze puszczał DJ Bartek.
W sobotę piekliśmy klubową kaszankę tradycyjnie od „Kapeckiego”, której wyjątkowy smak podkreślał padający chwilowo śnieg i niska temperatura. W trakcie pieczenia, które w głównej mierze nadzorowali koledzy Bogdan i Józef, można było skosztować naturalnie wędzonych i przyprawionych wyrobów, którymi częstował Marek z „Farmy”.
W niedzielę z uwagi na nadal utrzymujące się niekorzystne warunki atmosferyczne wspólny stół się nie odbył … mamy nadzieję, że zakończenie sezonu, które planowane jest na 25-27 września w Brennej bardziej nas rozpieści pogodowo !!!
Zapraszamy do galerii zdjęć z otwarcia sezonu i do zobaczenia na szlakach!
Dziękujemy wszystkim za liczne przybycie na otwarcie sezonu carawaningowego 2016 w Osieku! Na nowym campingu zameldowały się 33 załogi, a na późniejszej imprezie tanecznej bawiło się aż 66 osób. Tym razem pogoda nam dopisała, co pozwoliło nam zwiedzić okolice Osieka oraz cały nowy i bardzo okazały ośrodek „Molo”.
Dziękujemy sympatycznym gospodarzom za sprawną obsługę i obiecujemy, że na pewno wrócimy tutaj w 2017 roku. Duże podziękowania również dla ekipy „pilnującej kaszanki” na grillu – w szczególności dla Ewy, Bogdana i Sławka.
Zapraszamy do galerii zdjęć, która tylko nieznacznie oddaje super atmosferę na zlocie. Do zobaczenia na zamknięciu sezonu w Brennej!
Za nami kolejny zlot wieńczący koniec caravaningowego sezonu. Tym razem przyszło nam go celebrować w malowniczych okolicznościach przyrody, a konkretnie na terenie Ośrodka Sportów Wodnych MORiS w Łące koło Pszczyny. Pierwsze załogi przybyły już w piątkowe przedpołudnie, stawiając na nogi wyluzowaną (bo po sezonie) obsługę ośrodka. Wjazd na camping rozpoczęliśmy od pokonania nieotwieralnej kłódki w bramie – ale dla Ondraszków nie takie przeszkody straszne, więc wydelegowany kolega Sławek-sprytek, pokonał niesforny sprzęt konwencjonalnie (czyli młotkiem) i już mogliśmy wjechać na zielony plac.
Sprawnie porozkładaliśmy sprzęty i po przywitalnym stakaniku „co tam kto miał” , odbyliśmy wycieczkę rowerową na zaporę Jeziora Goczałkowickiego i do różnorodnych, tematycznych Ogrodów Kapiasa. Objazd okolicy wypadł sprawnie, ale ze zwiedzania ogrodów odwołana została męska grupa rowerowa mechaników-„złotych rączek”, którzy ruszyli z pomocą Zenusiowi, bo jego kultowy 36-letni sprzęt odmówił posłuszeństwa. Kamper naszego seniora zakotwiczył bowiem na ruchliwej ulicy Zdrojowej, wywołując znaczne zakłócenia ruchu. Nie obyło się więc bez pomocy muskularnych panów oraz Jeepa Prezesa, który doholował załogę Zenuś-Basia na miejsce rajdu.
Wieczorem zorganizowaliśmy spotkanie kulturalno-oświatowe w pobliskiej świetlicy, na które każdy przytargał co miał – a Jurek dodatkowo klubową kolumnę „dubu-dubu”. Mężowie dla swoich żon/partnerek wybierali utwory przy których prezentowali wspólny taniec, więc zabawa była znamienita. I tak przy wieczornych Ondraszków rozmowach i pląsach upłynął miło pierwszy wieczór.
Po porannym capstrzyku śpiewnym „Sto lat” celebrowaliśmy urodziny naszej poprzedniej, długoletniej skarbniczki czyli Irenki, a następnie zajęliśmy się przygotowaniami do tradycyjnego, grupowego smażenia placków. Piękna pogoda, jaką zamówiliśmy pozwoliła nam na sympatyczną biesiadę na zewnątrz połączoną z kibicowaniem kolejnym kucharzom-operatorom patelni w wysmażeniu całej zgromadzonej tarcizny.
Trzeba przyznać, że niektórzy kucharze byli ubrani tak zalotnie, że trzeba było uważać na transwestytów (jak w Tajlandii!). Smażenie smażeniem – a w tle odbywała się prezentacja zdjęć do corocznego konkursu fotograficznego.
Wieczorem nastąpiły tradycyjne chrzciny nowych kamperów i przyczep, a ponieważ w naszym klubie akurat nie przybył żaden nowy sprzęt, więc wyświęciliśmy ten należący do Ondraszkowych sympatyków, którzy w liczbie kilku załóg przybyli na zlot. Szczególną atencją cieszyli się Magda i Jacek, których poznaliśmy jako prowadzących kamping w Cieszynie i którzy tak fajnie i skutecznie doprowadzili do rozkwitu tego kamperowego adresu w ciągu zaledwie roku (co Ondraszki uczciły i zaznaczyły dwukrotnym pobytem klubowym).
W niedzielny poranek to już tradycyjny wspólny stół i ogłoszenie wyników konkursu fotograficznego w trzech kategoriach.
Przy okazji ustaliliśmy, że zmieniamy zasady naszego konkursu w taki sposób, że rozstrzygnięcie konkursu będzie wyłącznie wynikiem głosowania wszystkich uczestników zlotu, a nie jak do tej pory wyborem powołanej komisji. W kategorii „Ondraszki i sprzęt Ondraszkowy” nagrodę przyznano Krysi i Józkowi za zdjęcie „Kąpiel wśród nenufarów”. W kategorii „Pejzaż” nagrodzone zostało zdjęcie „Jesiennego Bałtyku” w Rowach, wykonane przez Marka P. Natomiast „Nagrodę Publiczności” zdobył Paweł R, za zdjęcie wykonane w pierwszym dniu zlotu w czasie „Akcji ratunkowejkampera Zenka”. Wszyscy zwycięzcy otrzymali wielkie torby z super nagrodami, ufundowanymi jak zwykle przez Magdę i Grzegorza Bylicę z firmy Goliat, za co im serdecznie dziękujemy.
W czasie biesiady pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający, który podglądał Ondraszkowy stół.
W zakończeniu sezonu ostatecznie wzięły udział 24 załogi, którym z tego miejsca dziękujemy za przybycie i stworzenie miłej, wesołej atmosfery na kolejnej Ondraszkowej imprezie.
W tym
roku rozpoczęcie sezonu miało miejsce na campingu Smok w Krakowie. Termin
został wybrany idealnie, gdyż wstrzeliliśmy się w tzw. „okno pogodowe”, co było
rekompensatą za deszczowe i zimne ostatnie zakończenie sezonu. Już w piątek 21
kwietnia na camping przybyło 12 Ondraszkowych załóg oraz 3 kampery
zaprzyjaźnionych Czechów, a następnego dnia dojechały załogi młodego pokolenia.
Pierwszy dzień to poznawanie Krakowa z przewodnikiem. Wieczorem natomiast miały
odbyć się tradycyjne chrzciny nowych kamperów. Zwiedzanie Krakowa z
przewodnikiem zaproponował i zajął się przygotowaniem logistyczno-technicznym
Krzysiek P. Wszystko było super dograne i sprawne za co dziękujemykoledze
i cieszy nas to, że nowe osoby angażują się w działania klubu. Przewodnik o
nieskrywanym żydowskim pochodzeniu przekazał nam bogatą i dokładną wiedzę o
Krakowie, a w szczególności o historii i obyczajowości specyficznego miejsca,
którym jest Kazimierz. Pobyt w żydowskiej dzielnicy był pouczający, ale też przyjemny
i relaksujący, okraszony spożywaniem najdłuższych zapiekanek i oglądaniem
licznych straganów z dziwnymi pamiątkami oraz starociami. Z Kazimierza
przeszliśmy na Rynek Główny, co przy panującej słonecznej aurze było dość
męczące, ale na szczęście przenieśliśmy się „pod ziemię” w celu zwiedzania
Muzeum Krakowa. Muzeum pokazuje historię Krakowa w nieszablonowy sposób. Po
wyjściu „na powierzchnię” i zrobieniu zdjęcia pamiątkowego na tle Kościoła
Mariackiego czekała nas jeszcze dość długa droga do rowerów, którymi musieliśmy
wrócić do kamperów, a należy dodać, że oprócz bolących i poobcieranych stóp
dokuczało też zmęczenie. Po prawie pięciogodzinnej wycieczce i dotarciu na
miejsce odbyło się nietuzinkowe wydarzenie w postaci chrzcin kampera „giganta”
Uli i Jacka M. W tych okolicznościach niewystarczająca okazała się ranga
biskupa i niezbędne stało się przybycie papieża. Obfitość stołu była adekwatna
do ilości i rangi przybyłych gości J więc wieczór upłynął w miłej atmosferze zabawy i
biesiady. Następnego dnia było trochę zajęć w podgrupach, bo niektórzy
kamperowcy realizowali się w roli babć i dziadków, a inni cieszyli się
wolnością i spełniali swoje zachcianki. Sobota była też dniem wspólnej
biesiady, najpierw związanej z pieczeniem kaszanki, a potem z ukrywanymi, ale w
końcu ujawnionymi urodzinami Sławka Sz. Niedziela to tradycyjny wspólny okrągły
stół z podsumowaniem i zapowiedziami na przyszłość. Pogoda była wymarzona
dlatego miło było posiedzieć jak najdłużej.